sobota, 6 maja 2017

Epilog

6 grudnia 2017 rok
Zabiję go. Przysięgam,że go zabiję. Wykastruję i będzie o kłopocie.
-Kochanie dasz radę, jeszcze trochę- szepcze mi do ucha Gregor próbując dodać otuchy. Rodzę właśnie 5 godzinę naszego syna. Na dodatek bez znieczulenia. Rozumiecie?
-Jak, ci zaraz dam kochanie to zobaczysz. Do końca życia popamiętasz.
-Skarbie spokojnie
-Tylko nie skarnie. Zapamiętaj jedno Schlierenzauer od teraz zero seksu. Zapomnij!!!-krzyczę
-Ostatni wysiłek kochana. Przemy-mówi położna i po chwili do moich uszu dochodzi płacz mojego syna. Położna po zważeniu i zmierzeniu chłopca podaje mi zawiniątko. W kącikach moich oczu pojawiają się łzy. Patrzę na Gregora,który nawet nie próbuje powstrzymać łez. Długo nie cieszymy się,jednak naszym pierworodnym, ponieważ pielęgniarka zabiera go na wszystkie podstawowe badania. Mnie natomiast przewieziona na salę.  Po około 30 minutach do sali przywieziona syna.
-Poczekaj, zrobię wam zdjęcie.-powiedział mój narzeczony i po chwili dodał je na swoje profile w mediach społecznościowych. Wziął małego Nico na ręce.
-Hej maluchu. Tu tatuś-powiedział,a ja się uśmiechnęłam. Schlierenzauer usiadł na krześle i patrzył w Nico, jak w obrazek. Mały zasnął w jego ramionach,więc Gregor włożył go do łóżka.
-Cieszę się,że was mam. -powiedział i mnie pocałował-Ale z końcem seksu to żart, prawda?-dodał, a ja parsknęłam śmiechem. Nagle do sali wparowali chłopcy z trenerem na czele.
-O mamo,jaki on słodki-zachwycał się Fettner
-Patrz Nico, co przyniósł ci wujek Stefan-powiedział Kraft i położył małemu małego orła.
-E tam, wujek Michi ma coś lepszego-odpowiedział Hayboeck i położył po przeciwnej stronie łóżka małego rekina. Skoczkowie posiedzieli jeszcze około 30 minut i poszli.

30 czerwca 2018 roku stałam się oficjalnie Julią Schlierenzauer. Oprócz Nico 30 maja 2019 roku urodziłam córkę Sarę. Oto moja historia.


Kochani!!! To już koniec. Epilog,krótki,ale ja już tak mam(chyba).  Dziękuję wam serdecznie za wszystkie wyświetlenia i komentarze. Po prostu DZIĘKUJĘ!!!
P.S Zapraszam za tydzień do Andiego i Majki

piątek, 28 kwietnia 2017

Rozdział szesnasty

Szczęście się do mnie uśmiechnęło. W momencie chciałam, aby pomiędzy mną, a Gregorem było wszystko tak, jak dawniej.
-Jak się czujesz w ogóle?-zapytał Schlierenzauer
-Teraz już dobrze. Kto ci powiedział,że jestem w szpitalu?
-Twój tata wszystko mi wyjaśnił. Jeszcze nigdy o nikogo się tak strasznie nie bałem, jak o was. Julka jaa..
-Gregor cii. Teraz nic już nie jest ważne. Nie powiem, zabolało mnie to i to cholernie. Ale będziemy mieli dziecko i chociażby dlatego powinniśmy utrzymywać w miarę normalne relacje.
-Julka, a masz może zdjęcie USG?-zapytał skoczek
-Tak. W szufladzie-powiedziałam, a chłopak odsunął szufladę,która stała przy łóżku. Wyjął czarno-białe zdjęcie naszego dziecka.
-Podobne do mamy-powiedział, a ja się zaśmiałam.-Mogę je wziąć i pokazać moim rodzicom?-zapytał niepewnie
-Mam lepszy pomysł. Jak wyjdę ze szpitala powiemy im o tym razem. Co ty na to?-powiedziałam
-Zrobimy, tak jak ty chcesz. A, który to tydzień?
- Siódmy.Pojutrze będę miała USG, więc jeśli chcesz to możesz przyjechać. Posłuchasz, jak bije serduszko naszego dziecka.
-Naprawdę mogę?-spytał zdziwiony
-Pewnie. Pojutrze około 11.
-Będę na pewno.-powiedział i złapał mnie za rękę. Po około godzinie musiał jechać na trening. Ja zostałam sama,ale nie na długo. Później wpadli rodzice. Posiedzieli około 2,5 godzin i poszli. Zmęczona wrażeniami dnia dzisiejszego odpłynęłam do krainy Morfeusza.

2 dni później- poniedziałek 24 kwietnia
Stresuję się. Tylko nie wiem czym. Może tym, że zaproponowałam Gregorowi,aby był  przy moim badaniu. Z drugiej strony sama chciałam odbudować nasze relacje. Trudno nic już na to nie poradzę, bo właśnie jadę na USG. Za mną podążą skoczek. Po kilku minutach jesteśmy pod salą. Ginekolog po nałożeniu zimnego żelu zaczyna  badanie. Po chwili na ekranie widzimy nasze dziecko.
-Chcą państwo posłuchać bicia serduszka?-zapytał lekarz
-Tak-odpowiadam i zaraz słyszymy rytmiczne bicie naszego małego potomka. Odwracam głowę w stronę Gregora i widzę w jego oczach łzy. Ujmuję jego dłoń i ściskam delikatnie.
-Wygląda na to,że wszystko jest w porządku. Na cale szczęście stres nie wpłynął, aż tak bardzo na dziecko. Ale pani Julio proszę uważać na siebie. Do środy zostanie pani na oddziale. Przez najbliższe dwa miesiące proszę wypoczywać, absolutnie nie dostarczać dziecku wrażeń chyba że pozytywnych. W środę zrobimy jeszcze kontrolne USG,ale nie sądzę,żeby coś wykazało. Także teraz proszę udać się wolnym spacerem do sali i do zobaczenia w środę-powiedział lekarz- A zapomniałbym oto płyta z dzisiejszego badania-dodał i wręczył mi kopertę z płytą w środku.  Razem ze skoczkiem wychodzimy i powolnie kierujemy się w stronę mojej sali. Przez całą drogę milczymy. Dopiero,kiedy jesteśmy w środku Gregor  podchodzi i mnie przytula.
-Dziękuję. To było coś cudownego-mówi i wpatruje się w moje oczy. Instynktownie spoglądam na jego usta. Powoli zbliżam się do nich,kiedy do mojej sali wpada Elena z Lukasem
-Hej słoneczka. Mamy nadzieję,że nie przeszkadzamy-mówi na przywitanie moja przyjaciółka
-W ogóle-odpowiadam z dość wyczuwalnym sarkazmem i odsuwam się od skoczka
-Jak się czujesz?-zapytał Lukas
-Dobrze. W środę prawdopodobnie wychodzę.-odpowiadam zgodnie z prawdą.
-To cudownie-odpowiadają jednocześnie. Gregor jest wyraźnie zakłopotany,więc łapię go za rękę. Mimowolnie na moje usta wkrada się delikatny uśmiech,kiedy obejmuje mnie ramieniem.
-Widzę,że państwo pogodzeni. Chyba wam przeszkadzamy. To my spadamy. Do zobaczenia-mówi Lukas i, tak jak szybko razem z Eleną wpadli, tak szybko wychodzą. Kiedy drzwi się zamykają ja i Gregor wybuchamy śmiechem.
-Julka, bo ja chciałbym zadać ci pytanie-mówi Gregor po chwili milczenia.
-Pytaj-odpowiadam
-Czy po wyjściu ze szpitala zamieszkalibyście ze mną? Ty i nasze dziecko,które nosisz pod sercem- Schlierenzauer kładzie rękę na moim delikatnie zaokrąglonym brzuchy. W moich oczach pojawiają się łzy.
-Tak-odpowiadam,a skoczek z wyraźną ulgą całuje mnie w czoło.
-O no proszę, kogo my tu mamy. Nasz przyszły zięć-mówi mój tata i razem z mamą wchodzą do sali.
-Tato-karcę swojego ojca
-Słucham cię córciu-odpowiada z bajerującym uśmiechem
-Skoro już jesteście, to chciałbym wam powiedzieć,że w środę wychodzę i zamieszkam z Gregorem w Innsbrucku-mówię na jednym wydechu.
-Nareszcie, będziecie prawdziwą rodziną--odpowiada moja mama i podchodzi z gratulacjami do mnie. Widzę kątem oka, jak mój ojciec szepcze na ucho coś Gregorowi. Czy właśnie tak wygląda moje bajkowe życie? Mam nadzieję,że tak. Teraz może być już tylko lepiej.

Dwa miesiące później
Ze mną i naszym synkiem jest wszystko w porządku. Właśnie synkiem. Ja i Gregor na przełomie listopada i grudnia przywitamy na świecie syna. Kiedy skoczek to usłyszał chodził dumny,jak paw. Nie mogłam powstrzymać śmiechu,kiedy mówił, jak to będzie małego uczył skakać na nartach. Razem ze Schlierenzauerem jesteśmy szczęśliwą parą. Oczywiście chciałabym zmienić nazwisko,ale na razie najważniejszy jest mały. Odkąd zostaliśmy oficjalnie ponownie parą media nie przestawały ot tym pisać. Nie było dnia,kiedy w obojętnie jakiej gazecie zamieszczano nasze zdjęcia. Na całe szczęście media nic nie wiedzą o mojej ciąży.  Dzisiaj mamy piękną pogodę. W sumie co się dziwić jest koniec czerwca. Słońce od samego rana świeci niemiłosiernie. Gregor właśnie przebywa na treningu, a ja czytam kolejną ciekawą książkę. Wszyscy obchodzą się ze mną,jak z jajkiem.
-Hej kochanie-mówi Gregor i całuje mnie na przywitanie
-Cześć,a co ty tu robisz? Nie miałeś mieć treningu?
-Tak,ale zwolniłem się dzisiaj wcześniej. Co ty na to,żeby pojechać do moich rodziców?
-Okej, tylko na spakuję.
-Nie ma mowy. Lez i odpoczywaj, poza tym torba jest spakowana. Czeka w bagażniku. Także zapraszam panią bardzo serdecznie do samochodu.-mówi i podaję mi rękę, abym wstała z kanapy. Zakładam trampki i wychodzimy z mieszkania. Po chwili kierujemy się w stronę Fulpmes. i po pół godziny jesteśmy na miejscu. Bez pukania wchodzimy do domu rodzinnego skoczka. Od progu wita nas pani Angelika.
-Kochanie, jak ty ślicznie wyglądasz. Ciąża bardzo ci służy. Ale wchodźcie nie stójcie tak w drzwiach. Jesteście głodni? Mam pyszną rybę
-Nie mamo. Pójdziemy na krótki spacer i dopiero zjemy. Chyba,że Julka jest potwornie głodna?
-Nie. Tak chodźmy się przejść-skoczek już nic nie mówi tylko chwyta moją rękę i wychodzimy z domu. Po niecałych 10 minutach spaceru dochodzimy do domu skoczka.
-Po co mnie tutaj przyprowadziłeś?
-Chcę ci coś pokazać. -mówi i razem wchodzimy. Podążam za Gregorem  na górę. Wchodzimy do jednego z pokoi. Widok, który tam zastaję zapaiera mi dech w piersiach. Pokoik jest pomalowany na niebiesko. Pod ścianą stoi białe łóżeczko i przewijak. Na przeciwko jest kilka szafeczek w tym samym kolorze oraz regał z książeczkami dla dzieci. Odwracam się w stronę Gregora i to co widzę wprowadza mnie w jeszcze większe zaskoczenie. Mianowicie skoczek klęczy przede mną i trzyma małe pudełeczko w kszatłcie serca.
-Julio zostaniesz moją żoną?-pyta i spogląda na mnie z nadzieją. Ze wzruszenia nie jestem w stanie nic powiedzieć. Po chwili, jednak orientuję się,że należałoby nie trzymać tak długo Gregora w niepewności.
-Tak-szepczę,a Schlierenzauer zakłada mi pierścionek na palec.

 Tak,więc zbliżamy się do końca. Pozostał już tylko epilog, który powinien ukazać się za tydzień. Tych,co nie wiedzą zapraszam na bloga o Andim. Buziaczki :* :*

czwartek, 13 kwietnia 2017

Rozdział pietnasty

Kocha mnie. Naprawdę mnie kocha. Tylko te myśli chodziły mi po głowie przez praktycznie całe święta. Nie nadawałam się do żadnej pomocy. Co chwila leciało mi coś z rąk. Aktualnie jemy obiad u siostry mojego ojca.- Jany
-A powiedz Julka, co będziesz teraz robiła-zapytała ciotka. Osobiście nie za bardzo za ni przepadam,ale rodziny w końcu się nie wybiera.
-Dostałam propozycję pracy w nowej gazecie sportowej zakładanej, przez Stefana mojego byłego przełożonego.-odpowiedziałam.
-Dobry ten twój szef. Musisz w końcu jakoś utrzymać siebie i dziecko-dodała, a we mnie powoli buzowały hormony.
-Mamo genialny sernik-powiedział mąż mojej ciotki- Henrich
-Swoją drogą, jesteś kompletnie nieodpowiedzialna. Wdajesz się w romans, chodź doskonale wiesz,że nie możesz. Sypiasz z tym skoczkiem nawet się niezabezpieczając i na dodatek nic nie powiedziałaś ojcu dziecka.
-Jana!-upomniał ją mąż.
-Ja tylko mówię,jak jest. Nasza córka nigdy...
-Przestań- tym razem krzyczy dziadek
-Nie dziadku niech ciocia dokończy-mówię ze sztucznym uśmiechem
-Nasza córeczka nigdy, tak by nie postąpiła- no tak dla mojej ciotki jej córka Melanie jest bóstwem.
-Nie w ogóle!!!-krzyczę- Tylko zostawiła swojego synka pod opieką byłego męża i wygrzewa dupę na Hawajach ze swoim kochankiem. Ona to jest dopiero wzorem odpowiedzialności.Zostawić 4-letnie dziecko bez matki. Moje przynajmniej nie będzie czuło się porzucone, a jeśli chcesz ciociu wiedzieć to zamierzam Gregorowi powiedzieć o dziecku. Nie mam prawa go oszukiwać- krzyczę i wychodzę z salonu. Pośpiesznie zakładam buty i kurtkę. Z wielkim hukiem opuszczam dom siostry mojego ojca.  Szybkim krokiem przemierzałam uliczki Salzburga. Nogi same niosły mnie do domu rodziców Eleny, gdzie byli właśnie mój brat i przyszła bratowa. Jedli uroczysty obiad, na którym mieli rozdać zaproszenia na ślub, który odbędzie się 20 maja. Po drodze mój telefon bezustannie dzwoni. Po 30 minutach spaceru docieram na miejsce. Dzwonię do drzwi i po chwili otwiera mi ojciec Eleny
-Julka, a ty nie u ciotki?-zapytał zdziwiony
-Nie.  Powiedzmy,że się z nią pokłóciłam. Przygarnie mnie pan?
-Oczywiście. Wchodź. Pewnie zmarzłaś. Pogoda nas dzisiaj nie rozpieszcza.-powiedział i zdjął moją kurtkę.
-Dzień dobry! Wesołych Świąt!-powiedziałam wchodząc do salonu państwa Schulz.
-A ty nie u ciotki?-zapytał Lukas
-Później ci wyjaśnię-odpowiedziałam i usiadłam obok pani Schulz
-Julka, może zjesz coś?
-Wie pani może i faktycznie-odpowiedział z uśmiechem
-Polecam tę sałatkę, jest przepyszna-mówi kuzyn Eleny i nakłada mi spora ilość na talerz- Musisz teraz jeść zdrowo-mówi i dokłada mi do tego jakiś gotowanych warzywek i wołowiny w sosie własnym.
-Zwariowałeś? Mam wyglądać, jak szafa trzydrzwiowa?-pytam ze śmiechem
-Daj spokój, będziesz wyglądała zdrowiej, jak przytyjesz kilka kilogramów-odpowiedział mi.
-Dobra dobra. Nie gadajcie tylko ty Juleczka wcinaj-mówi pan Schulz. Słuchamy różnych historii z życia rodzinny Eleny. Praktycznie, co chwila wybuchamy śmiechem,.  Wujek Eleny opowiada właśnie historię o tym, jak to podgrzał mleko dla kota, kiedy do salonu państwa Schulz wchodzą moi rodzice. Grzecznie się witają i wchodzą do salonu.
-Kochani,takie święta w pełnym gronie trzeba uwiecznić-mówi pan Schulz- Przyszły zięciu wyjmuj tego iPhona czy innego Samsunga i rób pamiątkowe zdjęcie.
-Tato?!-dziwi się Elena
-No co. Trzeba to uwiecznić- mówi i zachęca wszystkich do wstania i ustawienia się w jakieś ładnej pozie.  Staję obok Eleny i wszyscy robimy jakieś głupie miny.
-Mam to!-mówi Lukas- Pierwsze zdjęcie do nowego albumu jest-mówi i wszyscy wybuchamy śmiechem.
-Kochanie możemy chwilę porozmawiać?-pyta mój tata
-Tak,ale nie tutaj. Chodźmy na spacer. -mówię i razem wychodzimy.
-Przepraszam, za Janę.
-Tato, proszę nie rozmawiajmy o tym. Nie gniewam się. Miałam przynajmniej okazję powiedzieć, co myślę o Melanie-powiedziałam i się zaśmiałam,a tata ze mną.
-Naprawdę chcesz powiedzieć Gregorowi o dziecku?
-Tak, mimo tego, co mi zrobił ma prawo wiedzieć. Dziecko powinno mieć ojca. Nawet jeśli nie będzie chciał go uznać, to ja będę miała czyste sumienie.
-Moja mała, mądra córeczka-powiedział tata i mnie objął
-Oj już nie taka mała-śmieję się
-Nie nosisz szpilek, więc jesteś mała-odpowiada i po chwili razem się śmiejemy.- A teraz serio.  Kochasz Gregora?-zapytał, a mi mina nieco zrzedła
-Tak tato, mimo tego, co mi zrobił kocham go całym sercem. Nie wyobrażam obie życia bez niego. Nie wiem,czy jestem w stanie mu wybaczyć,ale chciałabym mieć okazje spróbować. Jeśli Bóg da mi choć malutką szansę na odnowę naszej relacji, to chciałbym ją wykorzystać-odpowiadam na pytanie
-Wiesz, dlaczego pytam?
-Domyślam się,że znalazłeś list. Wracamy, bo trochę zmarzłam-mówię i razem z tatą udajemy się do środka. Około dwie godziny później wróciliśmy do dziadków. Postanowiłam,że jutro wrócę razem z Lukasem i Eleną do Innsbrucka. Poszłam wziąć prysznic przed pójściem spać Jednak,kiedy zobaczyłam  zobaczyłam krew na mojej bieliźnie głośno krzyknęłam. Dosłownie po sekundzie u góry był już Lukas z tatą i mamą. Widząc moją rękę we krwi i przerażenie brat wziął mnie szybko do samochodu i zawiózł do pobliskiego szpitala. Po szybkich badaniach i USG zostałam przyjęta na odział patologii ciąży. Elena zadzwoniła również do mojego ginekologa,który był w szpitalu w niedługim czasie.
-Pani Julio, nie będę pani oszukiwać. Pani ciąża jest zagrożona.  Pani ojciec powiedział mi, o dzisiejszym zajściu. Niewątpliwie ono miało wpływ na pani stan. Przez najbliższe trzy tygodnie będzie pani musiała leżeć w szpitalu dla unormowania sytuacji. Pojutrze bądź w czwartek przewieziemy panią do kliniki położniczej do Wiednia, którą prowadzi pan Leon Radke. Teraz proszę odpoczywać-powiedział lekarz i wyszedł z sali. Nie mogłam w to uwierzyć. Błagam Boże, nie. Nie mogę drugi raz stracić dziecka.

W czwartek zostałam przewieziona do kliniki do Wiednia. Pan Leon,kiedy tylko się o tym dowiedział postanowił,że opłaci całe moje leczenie. Co 15 minut przychodziła do mnie pielęgniarka i pytała o stan zdrowia, lub podawała witaminy. Po jednej z takich wizyt oczy same mi się kleiły. Chcąc nie chcąc zasnęłam,jak małe dziecko.
Śnił mi się piękny, gotycki kościół. Ja stałam w białej skromnej sukni ślubnej. Po chwili podszedł do mnie mój tata i prowadził do ołtarza,przy którym stał mężczyzna odwrócony plecami do nas. Mijaliśmy wszystkie znane, lub  mniej znane mi twarze. Widziałam moją mamę,która trzymała jakieś dziecko. Chyba był to chłopczyk.  Po dotarciu do ołtarza,mężczyzna odwrócił się,a mi szybciej zabiło serce. Był to Gregor ubrany w czarny idealnie dopasowany garnitur. Obudził mnie czyjś dotyk. Powoli otworzyłam oczy. Nie wiedziałam, czy to jawa, czy to sen, bo ujrzałam Gregora.
-Hej Julka-powiedział i pocałował mnie w rękę.
-To mi sie śni, czy jest realne?-zapytałam
-Realne. Przepraszam. Za wszystko.
-Gregor proszę...-powiedziałam
-Teraz zaopiekuje się wami. Tobą i naszym dzieckiem-powiedział i ponownie ucałował moja dłoń,a ja miałam świeczki w oczach, bo właśnie  chyba Bóg wysłuchał moich próśb i dał mi malutką nadzieję, na przebaczenie i odbudowanie naszych relacji.

Witam was z tym rozdziałem w trochę wcześniejszym terminie. Z okazji Świąt życzę wam wszystkiego najlepszego!!! :* 
P.S: Nowy blog pojawi się prawdopodobnie za tydzień, choć niczego nie obiecuję.
P.S2: Od środy trzymajcie za mnie kciuki( najbardziej chyba przydadzą się w czwartek) na egzaminach. Pozdrawiam i jeszcze raz Wesołego ALLELUJA!!!

piątek, 7 kwietnia 2017

Rozdział czternasty

-Jest pani w ciąży. To koniec piątego początek szóstego tygodnia. Gratuluję. Kilka lat temu pani poroniła, więc musi pani dbać o siebie, zażywać wszystkie witaminy,które zaraz wypiszę i przede wszystkim unikać stresu.  -powiedział ginekolog. -Następna wizyta 8 maja. O tej samej godzinie-dodał po czym dał mi receptę i zdjęcie USG mojego dziecka.  Wyszłam z gabinetu, gdzie czekał na mnie Lukas
-I jak?-zapytał
-Wszystko w porządku. Chodź wracamy do dziadków. Trzeba i pomóc w przygotowaniach do Wielkanocy.
-Rodzice już przyjechali. Powiesz im?
-Tak. Chcę mieć spokojnie sumienie na święta.-powiedziałam i razem  z bratem udaliśmy się do domu. Szczerze trochę się obawiam.  Dobę temu dowiedziałam się,że jestem w ciąży, zbliża się Wielkanoc, cala rodzina się zjedzie, a ja mam powiedzieć moim rodzicom,że jestem w ciąży. Mam nadzieję,że się ucieszą. Po 15 minutach byliśmy już na obrzeżach Linz. Wchodząc do domu usłyszeliśmy dźwięk odkurzacza.
-O jesteście. -powiedziała moja mama
-Tak. Gdzie jest tata?
-W garażu z dziadkiem. Coś się stało?-zapytała babcia
-I tak i nie. Zwołam ich-powiedział Lukas i już po chwili cała moja najbliższa rodzina była w kuchni.
-Dzieciaki nie trzymajcie nas w niepewności. Mówcie co się dzieje.-powiedział dziadek
-Jestem w ciąży-powiedziałam prosto z mostu. Mama upuściła kubek z kawą, tata usiadł na krzesło, dziadek tępo się we mnie wpatrywał. Babcia podeszłą do mnie i przytuliła
-W innej sytuacji powiedziałbym,że to wspaniale,ale teraz... Pamiętaj skarbie,że masz nas i my ci we wszystkim pomożemy.-powiedziała babcia i zamknęła mnie w swoich ramionach. To samo uczynili pozostali
-Dziękuję wam. Za wszystko-powiedziałam
-Dobra kochani, bo święta za pasem a my jesteśmy w lesie-powiedział dziadek i razem z tatą znów wrócili do piwnicy.
-Co mamy robić?-zapytała Elena
-My to znaczy kto?-odparła mama
-Ja i Elena-dołączyłam się do rozmowy
-Wy będziecie siedzieć i pić herbatę. W końcu ty Elena rodzisz za trzy miesiące,a ty Julka nie możesz się przemęczać.-powiedziała babcia
-Ale ciąża to nie choroba- odpowiedziałyśmy w tej samej chwili z Eleną
-Ja będę za was sprzątał.-odparł Lukas
-Ty?-zdziwiłam się- Przecież, ty tego nienawidzisz. Zawsze migasz się od pomagania przy porządkach-dodałam
-Kiedyś trzeba dorosnąć-powiedział i wszedł na drabinę,a by wytrzeć kurz z mebli kuchennych.  Natomiast ja i Elena zostałyśmy oddelegowane do sprawdzenia stanu miękkości skórzanej kanapy w salonie moich dziadków. W pakiecie do testu dostałyśmy herbatę miętową.  Wydawać by się mogło,że takie siedzenie jest przyjemne, jednak nie dla nas. Dlatego po 15 minutach wyjęłyśmy wszystkie szklanki i talerze z kredensu. Poszłam po ciepłą wodą i zaczęłyśmy je myć. Jak porządki to porządki.
-Dziewczynki nie wdziałyście gdzieśśśśśś...Co wy robicie?-zapytała moja mama
-Pomagamy. Ale patrz mamuś siedzimy, więc się nie męczy-odpowiedziałam ze słodkim uśmiechem.
-Niech wam będzie,ale jak skończycie to zawołajcie tatę albo Lukasa to włoży to z powrotem-powiedziała moja rodzicielka Po wykonanej pracy poszłyśmy coś zjeść.
-Babciu,a kiedy będziesz piekła sernik?-zapytałam
-W Wielką Sobotę,a dlaczego pytasz?
-Bo mam na niego straszną ochotę. A masz może śledzie? -dodałam. Wszyscy delikatnie się zaśmiali
-Mam kochanie. Zaraz ci podam-powiedziała moja babcia i wyciągnęła rybę w zalewie z octu z lodówki. Nagle po domu rozległ się dzwonek. Lukas poszedł otworzyć i po chwili przyniósł kopertę.
-Julka to dla ciebie-powiedział i podał mi kopertę, na której pisało Dla Julii Meyer.  Było to bardzo znane mi pismo. Pismo Gregora.
-Od kogo to córeczko?-zapytał tata
-Nie wiem. Później otworzę. Idę teraz na spacer. -powiedziałam i zaniosłam kopertę do mojego tymczasowego pokoju. Następnie założyłam sweterek i wyszłam z domu. Kierowałam się w stronę parku. Po drodze do moich nozdrzy dobiegł zapach świeżych jagodzianek. Nie mogłam się powstrzymać i wstąpiłam do pobliskiej cukierni. Przy kasie spotkałam pana . Leona Radke- ojca Joachima
-Witaj Julio.
-Dzień dobry-odpowiedziałam nieco zmieszana
-Posłuchaj czyyyy.... możemy chwilę porozmawiać?-zapytał, a ja nie miałam zielonego pojęcia, co zrobić-To dla mnie bardzo ważne- dodał
-Dobrze. Może pójdziemy do parku?
-Oczywiście, jak chcesz.-odparł. Drogę do pobliskiego parku przebyliśmy w ciszy.
-O czym chciał pan rozmawiać?-  zapytałam, kiedy usiedliśmy na ławce.
-Chciałem cię przeprosić za..... za zachowanie mojego syna.
-To nie pan..
-Julka nie przerywaj mi. Nigdy ci tego nie powiedziałem. Przepraszam, źle go wychowałem. Wychowywał się bez matki. Swoją nieobecność wynagradzałem drogimi prezentami, wakacjami za granicą. - Nie potrafiłem nad nim zapanować. Kiedy cię poznał wydawał się taki szczęśliwy,ale to co ci zrobił... nie ma na to żadnego wytłumaczenia. Mogę ci tylko powiedzieć przepraszam, bo tyle mi zostało. Nie mam syna,a sumienie nadal nie pozwalało mi spojrzeć w lustro. Przepraszam.-powiedział pan Radke, a w oczach mężczyzny zobaczyłam łzy. Położyłam rękę na jego ramieniu chcąc dodać mu otuchy. -Mam do ciebie jedną prośbę. Powiedz ojcu swojego dziecka o nim. Nie pozwól,aby ono wychowywało się bez ojca-dodał
-Skąd pan wie?
-Widziałem cię na korytarzu dzisiaj w klinice- no tak ginekolog, u którego byłam ma swój gabinet w klinice pana Leona
 -Przepraszam,ale muszę już iść-odpowiedziałam
-Rozumiem. Julka pamiętaj,że gdyby coś się działo to dzwoń. Jestem ci to winny-powiedział lekarz i odszedł. Ja również oniemiała udałam się do domu dziadków. Kiedy wróciłam zostałam zaatakowana pytaniami.
- Gdzie byłaś?-zaczęła babcia
-Ile można tak chodzić!-dodała mama
-Wiesz,że jesteś w ciąży-dołączył się Lukas
-Hej, dajcie jej spokój. Jak tak na was patrze, to wcale się nie dziwię,że dziewczyna sobie wybyła z domu-odpowiedział za mnie tata
-Zachowujecie się gorzej niż największe plotkary-dodał dziadek
-Dziękuję wam panowie-odpowiedziałam i dałam każdemu po buziaku w policzek.-Wybaczcie,ale jestem zmęczona. Idę wziąć prysznic i kładę się spać.-powiedziałam i udałam się na górę. Po szybkim prysznicu miałam już kłaść się spać,kiedy na łóżku zobaczyłam kopertę od Gregora.  Początkowo nie wiedziałam,co z nią zrobić,jednak po chwili zdecydowała się ją otworzyć. W środku znajdowała się kartka. Musiał to być list. Zdecydowała się go przeczytać.
Droga Juleczko
    Nie wiem,co ci powiedzieć. Byłem kompletnym kretynem, którego zaślepiła nienawiść.  Stefan powiedział mi prawdę o tym artykule. Przy okazji wytłumaczył mi kilka spraw ręcznie. Wiem, nienawidzisz mnie,jednak mam nadzieję,że kiedyś w przyszłym życiu mi wybaczysz.
    Pewnie mię nie uwierzysz. Z resztą nie dziwię się. Kocham cię. Przez te kilka tygodni naszego tajemniczego związku stałem się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Nic nie było w stanie mnie złamać. Musiałem,jednak to wszystko spieprzyć. Od kąd się tylko pojawiłaś,wiedziałem,że zmienisz moje życie. Po rozstaniu z Sandrą myślałem,że miłość nie istnieje. Widać myliłem się. Kocham cię Julio Mariso Meyer. Uświadomiłem to sobie za późno. Zdecydowanie za późno. Wiem,że już tego nie naprawie. Mam tylko nadzieję,że kiedyś zapomnisz o mnie. Że wybaczysz i zaufasz jeszcze jakiemuś mężczyźnie.
   Kocham cię. Bądź szczęśliwa. Przepraszam za zniszczone życie. 
                                                Gregor




Jak się podoba?  Powoli prostuje. Następny rozdział za tydzień. Pozdrowionka :*
P.S Następny blog będzie o Andreasie  się Wellingerze. Więcej informacji pod następnym rozdziałem. 


piątek, 24 marca 2017

Rozdział trzynasty

Ledwo zdążyliśmy wypakować walizki z mistrzostw, a już zaczął się Raw Air. Zobaczymy,co  z tego wyniknie. Oslo, jakoś poszło, jednak Lillehammer to była totalna porażka. Czy oni nie wiedzą,że w Norwegii prawie zawsze są problemy z wiatrem? Chyba nie,ale nie mogę tego głośno powiedzieć, bo zostanę zlinczowana i powieszona na szubienicy.  W skrócie to konkurs w Oslo wygrali chłopacy, ja tego nie widziałam, gdyż zwiedzałam Oslo razem z Gregorem. Wypiliśmy kawę razem z Philipem Sjoneem (nie wiem, czy dobrze napisałam). Porobiliśmy dużo zdjęć, jednak miałam dziwne wrażenie,że ktoś nas obserwował. Schlierenzauer, jednak cały czas zapewniał mnie o naszym bezpieczeństwie. Reszta tego morderczego touru minęła w całkiem fajnej atmosferze. Stefan go wygrał,a ja powoli szykowałam się na wyjazd do Planicy.


21 marca 2017 rok
Obudził mnie telefon od Eleny.
-Kochana ja naprawdę rozumiem wszystko,ale jest 7:30. Nie masz co robić?
-Owszem. Nie mogłam spać i przeglądałam internet i natrafiłam na bardzo ciekawy artykuł. Lepiej wejdź i to zobacz. Zaraz wyślę ci adres strony.-powiedziała moja przyjaciółka i się rozłączyła. Włączyłam swojego laptopa. Wpisałam w wyszukiwarkę adres strony i po kliknięciu Enteru połączyłam się. Widok, jaki tam zastałam zmroził krew płynącą w moich żyłach. Na stronie wielkimi literami był napisany tytuł. Widniało tam zdjęcia moje i Gregora,które zrobiliśmy podczas trwania mistrzostw. Mimowolnie nacisnęłam nagłówek, który brzmiał Skandal roku w austriackim sporcie!!!
               Takiego skandalu, jeszcze nie było. Jak podał nam pewien informator Julia Meyer( 27l.) i Gregor Schlierenzauer(27l.) mają romans!!!! Rzeczniczka prasowa męskiej kadry w skokach narciarskich i 53-krotny tryumfator Pucharu Świata, spotykają się od około 2 miesięcy. Jak widać na zdjęciach poniżej ta informacja nie jest plotką. Zdjęcia, które dostaliśmy z tajnego źródła potwierdzają wszystkie informacje. Ciekawe, co na to prezes Austriackiego Związku Narciarskiego???!!!  
Nie wierzyłam w to, co czytałam. Nie to jest sen. Tak na pewno to sen. Szybko wzięłam prysznic, ubrałam się i pojechałam w stronę Związku. Muszę się z tego jakoś wywinąć. Z resztą kogo ja próbuje oszukać. Dyscyplinarka już pewnie jest na biurku prezesa. Wystarczy,że złoży na niej swój szanowny, zasrany podpis i jestem udupiona na wieki. Wpadam do wieżowca niczym torpeda i udaję się do  gabinetu. W drzwiach wita mnie Sandra
-Julka ja wszystko wiem. Posłuchaj nie wchodź tam. Posłuchaj tego- mówi szeptem i wskazuje na uchylone drzwi. W pomieszczeniu rozchodzą się śmiechy i zadowolone głosy prezesa i chwila........ to jest głos Gregora. Nie to nie może być prawda. Spoglądam pytającym głosem na Sandrę. Ona tylko ze współczuciem kiwa głową.
-Oj Gregor załatwiłeś to cudownie. Twoja gra była perfekcyjna. Tylko, co ta dziewczyna ci zrobiła,że tak bardzo jej nienawidzisz.
-Jak była na trzecim roku studiów to napisała artykuł w którym zrobiła analizę mojego profilu psychologicznego. Nic przyjemnego w tym nie było. Przez to omal nie zerwałem z Sandrą. Wtedy poprzysiągłem zemstę. Nadarzyła się okazja, więc to zrobiłem. A pan dlaczego?
-Zawsze mnie denerwowała. Mała, niewinna ambitna Juleczka. Każdy ją uwielbiał. Na dodatek odrzuciła starania mojego syna, więc powiedziałem,że ją zniszczę. Teraz z przyjemnością na twoich oczach podpisze zwolnienie dyscyplinarne. Po takim czymś, żadna gazeta jej nie zatrudni. Powiedz mi, jak udało ci się ją przekonać do tych zdjęć?-zapytał prezes
-Miłość prezesie miłość-odpowiedział Gregor. Nie wytrzymałam i z impetem wparowałam do gabinetu..
-Wy podłe kreatury!!!!  Jesteście najgorszymi osobami, jakie spotkałam. Jesteście po prostu zwykłym skurwielami( przepraszam, za słowa-autorka). Nic nie wartymi. A ty Gregor....... Gdybyś tylko znał prawdę o tym artykule... No nic Jana miała w nim kompletną rację-powiedział, dałam każdemu po siarczystym policzku i wyszłam zalana łzami.  Po drodze widziałam Stefana, który próbował mnie zatrzymać.
-Julka, czekaj.-krzyczał
-Zostaw mnie. Na pewno byłeś z nimi w zmowie.
-Julcia proszę cię uspokój się.-nawoływał mnie mój przełożony. Przepraszam były przełożony, ja jednak pozostałam nieugięta. Szybko wsiadłam do swojego samochodu i udałam się w kierunku mieszkania. Złapałam pierwszą lepszą walizkę, spakowałam kilka najpotrzebniejszych rzeczy i udałam się do Linz, do dziadków. Po drodze łamałam chyba wszelkie możliwe przepisy. Kilka razy omal nie potrąciłam ludzi. W tej chwili nic się już dla mnie nie liczyło. Miałam kilkadziesiąt nieodebranych połączeń od Eleny, Stefana, Sandry Lukasa. A ten sukinsyn nawet złamanego sms-a nie przysłał. Tak mnie kocha. Sory nie on mnie nie kocha. Nienawidzi mnie tak samo, jak ja jego teraz. Jest dla mnie nic nie znaczącym śmieciem. Parkuję mój samochód na podjeździe i z podpuchniętymi oczami dzwonię do drzwi posiadłości dziadków. Otworzyła mi babcia, która gdy tylko na mnie spojrzała zamarła. Nic nie mówiąc wtuliłam się w nią i znów wybuchnęłam płaczem. Zanim się uspokoiłam  minęło dobrych kilkadziesiąt minut. Opowiedziałam moim dziadkom całą historię. Nie wiedzieli zupełnie, co mają powiedzieć. Dziadek przyniósł mi melisy i podał tabletki na uspokojenie. Zaprowadził mnie do pokoju i poprosił, abym się położyła i spróbowała zasnąć. Wykonałam jego polecenie, jednak sen nie nadchodził.Nie wiem, jak długo leżałam i rozmyślałam dopóki kanapa nie ugięła się pod czyimś ciężarem. Szybko zamknęłam oczy i udawałam,że śpię.
-Przede mną nie musisz udawać Jula. Wiem,że nie śpisz-powiedział Lukas
-Co tu robisz?-zapytałam łamiącym się głosem
-Babcia zadzwoniła. Przyjechałem najszybciej, jak się dało.
-Yhm-odpowiedziałam niemrawo
-Julka, ja wiem,że dla ciebie to może być koniec świata.........
-Nic do jasnej cholery nie wiesz. Masz narzeczoną, dziecko w drodze, jesteś szczęśliwy. Myślałam,że Gregor to ten jedyny,że weźmiemy ślub, będziemy mieli gromadkę dzieci. Niestety to była tylko gra. Chociaż jedno przyznam aktor z niego zajebisty,a teraz jęli możesz to wyjdź. Chcę zostać sama-wydarłam się na mojego brata
-Julka-
-Wynoś się- krzyknęłam i wypchnęłam go z pokoju zamykając drzwi na klucz. Osunęłam się po nich i zaczęłam płakać.
                                               
-Julka proszę słońce otwórz.-usłyszałam głos Eleny- Wiem, jak cierpisz. Proszę nie warto płakać przez takiego dupka. Jest zwykłą gnidą, podłą kreaturą nie wartą twoich łez. Kochanie no otwieraj, bo je zaraz wywarze. Przypominam ci,że jestem w 5 miesiącu ciąży. Julka do jasnej cholery otwieraj!!!-krzyknęła moja przyjaciółka.
-Dajmy, jej spokój. Kochanie jesteśmy w kuchni. Czekamy na ciebie-powiedział dziadek i chyba udał się razem z pozostałymi do kuchni. A ja siedziałam i płakałam nad swoją głupota. Dlaczego ja? Dlaczego?


Uczucie smutku, rozpaczy, nienawiści, otępienia, bezsilności. Miałam je tylko raz, wtedy kiedy straciłam dziecko. Straciłam cząstkę siebie, tak jak teraz. Nie miałam na nic ochoty,ani na jedzenie.  . Wychodziłam z pokoju gościnnego dziadków jeśli musiałam, czyli tylko wtedy kiedy szłam skorzystać z toalety. Nie interesowało mnie nic związanego ze skokami. Leżałam tępo wpatrzona w sufit,kiedy usłyszałam pukanie.
-Julka, to ja Stefan. Chciałem ci tylko powiedzieć,że odszedłem z pracy. Nie będę pracować z takim intrygantem. Zakładam własną gazetę i jeśli zechcesz to etat dla ciebie będzie zawsze wolny. Próbujemy się z tobą skontaktować od trzech tygodni. Daj chociaż, jakiś znak że żyjesz. Cokolwiek. Mogę nawet oberwać szklanką w głowę, tak jak Lukas,ale odezwij się.
-Stefan idź sobie.-krzyknęłam
-Wiesz Julka przywiozłem kilka twoich rzeczy, które zostawiłaś. Między innymi zdjęcie z cytatem Hemingway'a. Wiesz to "Człowieka można zniszczyć,ale nie pokonać". Wierzyłem,że ty taka jesteś. Myślałem,że nic nie jest w stanie cię złamać. Widać myliłem się tylko, dlaczego? Powiedz mi gdzie popełniłem błąd? Byłaś silna, nic nawet taki dupek, jak Gregor by cię nie złamał. Prezesa zawsze miałaś w głębokim poważaniu. Do cholery jasnej nazywasz się Julia Meyer i masz walczyć, bo tego mnie nauczyłaś przez prawie trzy lata naszej współpracy. Zawiodłem się na tobie. Nie tego się spodziewałem. Jeśli chcesz tę pracę to napisz. Już niedługo zaczynamy-powiedział mój były szef,a ja z hukiem otworzyłam drzwi. Mimo tych wszystkich zawirowań jedna cecha we mnie pozostała. Nikt,ale to absolutnie nikt nie będzie mi wjeżdżał na ambicje. Zwłaszcza żaden facet.
-Wiesz,że teraz powinnam ci co najmniej przywalić-powiedziałam
-Wiem i przepraszam,ale to był jedyny sposób na to, abyś stamtąd wyszła. Opowiedz, jak było z tym artykułem.
-Dziękuję. Faktycznie na trzecim roku studiów próbowałam zabawić się w psychologa, jednak ostatecznie zrezygnowałam. Napisała go za to moja koleżanka Jana Miller.Takie same inicjały. Na uczelni krążyła plotka,że to ja go napisałam. To wszystko. Zwykła pomyłka -powiedziałam i ze łzami w oczach przytuliłam Stefana.
-Nie masz za, co dziękować. Nie martw się jakoś się ułoży.-powiedział mój przyjaciel. Zaciągnęłam się zapachem jego perfum i aż mną wstrząsnęło. Cała woda, którą niedawno wypiłam podeszła mi do gardła. Biegiem pobiegłam do łazienki i zwróciłam dość mizerną zawartość mojego żołądka.
-Widzisz nic nie jesz i przez te nerwy, aż się rozchorowałaś. Dobra kochana, ja uciekam bo Mia ma urodziny i zabije mnie. Pa-powiedział Stefan, a mi się coś przypomniało. Jego córka Mia ma urodziny 11 kwietnia. A ja powinnam już dawno dostać okres. Sprawdziłam w kalendarzu i faktycznie od miesiąca nie miałam okresu.
-Elena, kiedy przyjedziesz?-powiedziałam na przywitanie do mojej przyjaciółki
-Boże ty żyjesz. Niedługo, a coś się stało?
-Mogłabyś mi kupić test ciążowy? Tylko  nie mów nic Lukasowi
-Nie ma problemu. Będziemy za 15 minut.-odpowiedziała moja przyjaciółka i się rozłączyła. Nie błagam tylko nie to. Życie zawaliło mi się całkowicie. To nie jest dobry moment na dziecko. Szukałam pocieszenia w tym,że to wszystko przez te nerwy. Tak to na pewno przez to.
-Mam. Idziemy robić?-powiedziała Elena i konspiracyjnie pokazała na torebkę.
-Chyba nie mam wyjścia.-odpowiedziałam i poszłyśmy do  łazienki na pierwszym piętrze. Po wykonaniu wszystkich czynności pozostało mi tylko czekać. To było najdłuższe i najstraszniejsze 5 minut w moim życiu. Po zadzwonieniu alarmu wzięłam mały plastikowy prostokąt w ręce. Moje serce zamarło. Krew na chwilę przestała płynąć w moich żyłach
-Julka, co jest?-zapytała Elena
-Dwie kreski- powiedziałam stłumionym płaczem


Zrobiłam z Gregora dupka. Zdaję sobie z tego sprawę. Mam nadzieję,że mi wybaczycie. Do końca opowiadania pozostało nam około 4-5 rozdziałów + epilog. Oczywiście mam już pomysł na kolejnego bloga, ( bo zamiast się uczyć myślę o tym moim małym blogowym świecie). Nie byłabym sobą, jeśli nie miałabym problemu z wyborem bohatera. Dlatego proszę o pomoc. Do wyboru: Andreas Wellinger, Jenia Grebennikov i Mariusz Stępiński ( czyli przedstawiciele moich ulubionych dyscyplin) Do następnego kochane!!!

niedziela, 12 marca 2017

Rozdział dwunasty

Żadne słowa nie są wstanie opisać mojego szczęścia.  Mój związek z Gregorem jest zdecydowanie najlepszą rzeczą, jaka mnie w życiu spotkała. Stoję szczęśliwa przed ołtarzem w jednym z zakopiańskich kościołów. Ubrana w śnieżnobiałą skromną suknie patrzę na wybranka mojego serca. Na serdecznym palcu lewej ręki spoczywa złoty pierścionek. Za mną stoi Elena. Kiedy mamy złożyć przysięgę słyszę głos Fettnera
-Julka obudź się. Już wylądowaliśmy-mówi Manuel 
-Coo?- tak bardzo elokwentna odpowiedź
-Jesteśmy już w Lahti. 
-Dziękuję Manuel-mówię i biorę swój bagaż podręczny. Czeka nas jeszcze jazda do domku oddalonego o kilka kilometrów od Lahti. Na miejsce docieramy około 21.
-Panowie do łazienki, brać kąpiel, myć ząbki i spać.-mówi Heinz
-Ale trenerze, to dopiero pierwszy dzień. Prosimy, możemy chwilę posiedzieć- błaga Fettner
-Nie ma mowy. To nie podlega dyskusji. Poza tym spójrzcie na Julkę dziewczyna wygląda, jakby ją ze snu zimowego wybudzili.-powiedział trener,a wszystkie oczy zwróciły się na mnie. 
-No, co zmęczona jestem. Skoro nikt, nie chce pierwszy skorzystać z łazienki, to ja chętnie wezmę kąpiel-mówię. Po dosyć szybkim pobycie w toalecie udaję się na dół, aby zrobić sobie ciepłą herbatę. Zastają mnie pustki, co jest bardzo dziwne.
-Coś ci się śniło?-pyta mnie Gregor, a ja aż podskakuję.
-O matko nie strasz mnie tak. Zawału dostanę
-Przepraszam. To powiesz,co ci się śniło.
-Nic takiego. Powiedz lepiej, gdzie wszyscy się ulotnili?
-Poszli na spacer, bo stwierdzili,że nie będą mogli zasnąć.
-A ty? Dlaczego nie poszedłeś?-zapytałam
-Chciałem spędzić z tobą trochę czasu.
-Przecież my cały czas jesteśmy ze sobą-odpowiadam
-Ale nie, tak, jak ja bym chciał-ucina krótko Schlierenzauer i wbija się w moje usta. Pocałunkami schodzi na moją szyję. W tym samym czasie przerywa nam głośne chrząknięcie.
-Zapomniałem rękawiczek dzieciaczki-mówi Heinz, a ja i Gregor mamy twarz niczym dorodne buraczki.
-Heinz my...
-Julka, daj spokój, ja nic nie widziałem. Tylko uważajcie,a teraz przepraszam,ale idę do tej bandy nielotów-mówi i wychodzi. Natomiast ja i Gregor udajemy się do mojego pokoju.

Ludzie trzymajcie mnie, bo mnie szlak zaraz trafi. 
-Błagam was zdejmijcie chociaż te kombinezony z okien-mówię błagalnym tonem do Krafta i Hayboecka.
-Nie,bo się nam pogniotą. Poza tym tak jest dobrze-odpowiada mi Stefan, notabene mistrz świata i wicemistrz świata w mixcie.
-Nie to jest po prostu nie do wytrzymania.- mówię i idę do swojego pokoju. Kładę się na łóżku i wyjmuję książkę. Horror Stevena Kinga. Czytałam właśnie trzeci rozdział "Podpalaczki", kiedy do moich uszu dobiegł mnie krzyk. Szybko zeszłam na dół i zobaczyłam,że Kraft trzyma rękę pod bieżącą wodą. 
-Co się stało?-zapytałam
-Próbowałem zalać sobie herbatę,ale szklanka pękła i się poparzyłem.-odpowiedział Stefan
-Michi albo Gregor wytrzyjcie to. Ty Manu leć do jakiejś apteki po maść albo piankę na poparzenia, ale migiem- powiedziałam. Fettner  szybko ubrał kurtkę i udał się razem z Schiffnerem do samochodu. Poparzenie Stefana nie wyglądało dobrze,ale nie było aż tak groźne. Wyjęłam z lodówki coś zimnego. Michi wycierał rozlaną herbatę, a Gregor stał oparty o jedną z szafek. Po około 15 minutach wrócili Fettner i Markus. Wzięłam maść i delikatnie smarowałam dłoń Stefana.
-Kupiliśmy jeszcze bandaże.-powiedział Schiffner
-Na razie nie będą potrzebne. Lepiej pozostawić tą rękę bez niczego-powiedziałam.- Idź usiądź,a ja wam zrobię herbaty.- Wyjęłam kilka kubków i włożyłam do nich po torebce z herbatą. Kiedy szłam nalać wody poślizgnęłam się na czymś. Poczułam silny ból w prawej kostce
-Cholera Hayböck czy ty kiedyś sprzątałeś?-zapytałam wściekła. Próbowałam wstać, jednak ból skutecznie mi to uniemożliwił. Szybko podbiegł do mnie Gregor
-Julka, co się dzieje?-zapytał wyraźnie zmartwiony
-Kostka mnie boli-powiedziałam, a skoczek podwinął nogawkę od moich spodni. Zobaczyłam wyraźnie spuchniętą kostkę. Markus szybko pobiegł po lekarza i fizjoterapeutę.
-No skręcona, jak nic.-powiedział Herbert
-Trzeba to opatrzyć-dodał lekarz. Gregor wziął mnie na ręce i posadził na miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą siedział Kraft. Herbert posmarował mi nogę Altacetem i zawinął bandażem elastycznym.
-Musisz oszczędzać tą nogę. O tym,aby śledzić jutrzejszy konkurs zapomnij-powiedział Leitner
-Chyba sobie żartujesz? Musze tam być i to nie podlega żadnej dyskusji.
-Jak ty to sobie wyobrażasz?-zapytał  Mathias
-Ja się nią zajmę-powiedział Gregor z dziwnym uśmieszkiem. Wziął mnie na ręce i zaniósł do mojego pokoju.
-Co się tak patrzysz?-spytałam zdziwiona
-Patrzę na moją piękną dziewczynę. Nie mogę?
-Możesz, możesz. Połóż się obok mnie-powiedziałam. Skoczek wykonał moją prośbę. Ułożyłam głowę na jego klatce piersiowej, chłopak zaczął bawić się moimi włosami.
-Wiesz, może to dziwne,ale czuję,że jesteś mi przeznaczony-powiedziałam
-Serio?
-Tak. Nawet śnił mi się nasz ślub. Wtedy w samolocie. Miałam śnieżnobiałą suknię..- moje wywody przerwał telefon Gregora
-Przepraszam, cię ale muszę odebrać. -powiedział skoczek i zasłonił ekran, abym nie zobaczyła kto dzwonił. Wyszedł na korytarz. Nagle zrobiło mi się duszno, więc postanowiłam otworzyć okno. Usłyszałam kawałek rozmowy Gregora
- Tak, do końca sezonu to dostarczę. -Spokojnie nie zorientuję się. Tak na pewno. Do usłyszenia-powiedział i się rozłączył. Ta rozmowa zasiała we mnie trochę niepokoju. O czym on rozmawiał?
-Z kim rozmawiałeś?
-Zapomniałem przedłużyć umowy ze sponsorem i dzwonił do mnie Hupo. Mam tylko nadzieję,że nikt się nie zorientuje. To wszystko.-powiedział dziwnie spokojny. Ale uwierzyłam mu. Wtedy chciałam w to wierzyć.
-Chodź zrobimy sobie wspólne zdjęcie. Najlepiej, jak się całujemy. - zaproponował skoczek
-Po co?
-Jak to po, co,żeby nasze przyszłe dzieci widziały, jak ich rodzice się kochają-powiedział, a ja spełniłam jego prośbę. Po kilku zdjęciach zeszłam z drobną pomocą Gregora zeszłam na dół, gdzie chłopcy przygotowali kolację.


Niedziela 5 marca 2017 rok
Budzą mnie pocałunki składane przez Gregora, na moim obojczyku.  Wczoraj chłopcy zdobyli brązowy medal. Schlierenzauer był bardzo dumny i jednocześnie wzruszony. Z tej okazji nawet przygotował kolację tylko dla nas. Chłopcy za małą namową Heinza postanowili udać się na miasto. Natomiast ja i Gregor zostaliśmy sami. Spędziliśmy miło i zarazem upojnie wieczór.
-Kochanie wstajemy. Jest już 11. O 15 wylatujemy.
-Nie chce mi się-odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-Musimy. Poza tym żona trenera zaprasza nas we wtorek na kolację.
-Serio?
-Tak,a teraz wstawaj i grzecznie idziemy na śniadanko-powiedział z łobuzerskim uśmiechem
-Tak właściwie, to późne śniadanie. -odpowiedziałam i zaczęliśmy się ubierać. Kiedy Gregor był w łazience otrzymał sms-a. Postanowiłam go otworzyć.
-Zdjęcia są idealne-  brzmiał wiadomość. Po powrocie skoczka zapytałam go o to?
-Co to oznacza?
-Wysłałem zdjęcia z Lahti jednemu fotografowi i to tyle. Nie ufasz mi?-zapytał, a ja poczułam się głupio. W końcu, jak mogłam go o cokolwiek oskarżać. Byłam wtedy głupia i to bardzo.
-Ufam, po prostu jestem trochę zazdrosna.-odparłam i pocałowałam go w usta.

Jeszcze nigdy żadnego rozdziału, nie pisało mi się tak źle, jak tego. Nie miałam na niego kompletnego pomysłu, więc z góry przepraszam za to u góry. Nie wiem czy informowałam,,ale to są wspomnienia Julki. Jak myślicie dlaczego Gregor jest taki tajemniczy? Mogę powiedzieć tylko tyle: sielanka u mnie nigdy  długo nie trwa. Proszę tylko mnie nie zabijać( chcę chociaż egzamin napisać). Pozdrawiam :*

niedziela, 26 lutego 2017

Rozdział jedenasty

On mnie kocha!!! Gregor Schlierenzauer właśnie wyznał mi miłość,a ja stoję jak głupia. Co ja mam robić? Przecież... Nie to mi się śni. Wiem uszczypnę się. Ał!! Czyli to, jednak nie sen. Brawo nareszcie załapałaś? Brawa dla mgr Julii Meyer! Daj spokój ok? Nie, nie dam ci spokoju. Chłopak powiedział, że cie kocha, a ty tu stoisz jak pomnik na cokole!  To niby co według ciebie mam robić?!   Niby masz tytuł mgr z przodu,ale nie wiem, czy dodaje ci to inteligencji? Nie prowokuj mnie, dobra?
Ok. przepraszam. To powiedz mi, co mam robić? Dam ci dobrą radę: Słuchaj głosu serca.  Wypchaj się taką radą. Ok, nie ma problemu. To ja idę sobie, pa.  Ubrałam się  pojechałam do Eleny. O dziwo na ulicach Innsbrucka panował względny spokój.Udałam się do sali, gdzie leżała Elena.
-Hej, jak się czujesz?-zapytałam wchodząc
-W miarę dobrze. Tylko noga trochę boli,ale da się wytrzymać-odpowiedziała
-Wiesz, jak mnie wystraszyłaś?
-Ja i Gregor zafundowaliśmy ci niezłą dawkę emocji.
-Taa- odpowiedziałam niemrawo
-Ależ entuzjazm. Mów, co zrobił ci Schlierenzauer.
-Skąd pomysł, że to on?
-Meyer, błagam cię nie kompromituj się. -powiedziała Elena. Opowiedziałam jej całą historię
-A ty go kochasz?
-Nie wiem.Pierwszy raz w życiu nie wiem, co robić. Zależy mi na nim, nie chce stracić tego, co jest pomiędzy nami,ale też zwyczajnie się boje dokąd ta relacja zmierza.
-Julka przestań się wreszcie bać. Masz prawo być szczęśliwa i nikt, nawet ten pieprzony prezes nie ma prawa ci tego szczęścia zabrać.
-Tak tylko, że najpierw musiałabym przeprosić Gregora. Pewnie nie będzie chciał mnie widzieć.
-To na, co czekasz? Jedź do niego.
-Teraz pewnie ma rehabilitację. Poza tym muszę napisać przemówienie dla starego na jutro.
-Julka!
-Zrobię to jutro. Na gali, albo po.
-Hej słoneczka wy moje!-do sali wszedł Lukas
-To ja was zostawię. Lecę, bo mam dużo pracy. Trzymajcie się-powiedziałam i pocałowałam przyjaciółkę i brata w policzek.Zanim odjechałam z parkingu próbowałam się dodzwonić do Grega, jednak nie odbierał.  Trudno porozmawiam z nim jutro.

Następnego dnia obudziłam się późno.  Dokładnie o 11:30, ale na usprawiedliwienie pragnę dodać,że zasnęłam dopiero o 5. Wstałam, zjadłam śniadanie i wzięłam długą kąpiel. Gala zaczyna się o 17,ale muszę być o 16,żeby dać prezesowi przemówienie. Założyłam zwykłą czarną sukienkę i szpilki. Brawo Julka szpilki w lutym. Tylko ty tak potrafisz. Miałaś siedzieć cicho, więc to zrób.  Kilka minut po 16 dojechałam na miejsce.
-Miałaś być o 16-na samym początku zaatakował mnie prezes. Czuję, że teraz nie będę miała łatwego życia.
-Przepraszam, ale po drodze były korki. Proszę oto pana przemówienie-powiedziałam i wręczyłam mu kartkę
-Takie długie? Dziewczyno zwariowałaś?
-Stefan przekazał mi wszystkie notatki. Podobno osobiście je z panem ustalał. Zrobiłam tylko to, co mi kazano-powiedziałam delikatnie zdenerwowana.
-Może,m faktycznie,ale i tak jest za długi. Pominę kilka kwestii. Swoją drogą już bardziej wyzywająco nie mogłaś się ubrać?
-Uznałam ten strój za stosowny-powiedziałam ze sztucznym uśmiechem i udałam się do baru. Gdybym mogła najchętniej wypiłabym, coś mocniejszego. Niestety, po pierwsze: jestem w pracy, a po drugie: nie ma tu ani grama alkoholu.
-Cześć- zabrzmiał głos przy moim uchu. Tak dobrze znany mi głos.
-Cześć Gregor.
-Co u ciebie?- zapytał jakby od niechcenia. Widać, że rozmowa nam się nie kleiła
-Powiedzmy, że dobrze. A ty jak się czujesz?
-Powiedzmy,że dobrze-powiedział. Czy on próbuje mnie wyprowadzić z równowagi?
-Przepraszam, ale muszę już iść.-powiedziałam
-Rozumiem. Julka porozmawiam po oficjalnej części?
-Tak. Czekaj na mnie przy  wyjściu-powiedziałam i udałam się do toalety. Musiałam ochłonąć. Ręce trzęsły mi się niemiłosiernie. Julka opanuj się. To tylko Gregor. Gregor Schlierenzauer Poprawiłam makijaż i wyszłam. Gdy dotarłam do sali przemówienie wygłaszał prezes.
-Świetnie sobie poradziłaś-usłyszałam głos Stefana
-Dziękuję. A ty nie powinieneś leżeć w łóżku?
-Powinienem, ale wydaje mi się, że chyba muszę cię jakoś usprawiedliwić.
-Dlaczego?
-Julka, wiem, co jest pomiędzy tobą, a Gregorem-powiedział mój szef, a ja zamarłam
-Jak... jak to?
-Gregor mi powiedział. Ja będę cię krył, przed starym,ale wiesz,że nie będzie łatwo.
-Stefan ja....
-Widać,że go kochasz.
-Czemu wszyscy mi to mówią!
-Bo może jest to prawda? Sama musisz do tego dojść.
-Dlaczego to robisz? Wiesz chronisz mnie?-  zapytałam
-Bo jesteś wspaniałą dziennikarką i cudowną osobą. Powiedzmy sobie szczerze bez ciebie dział prasowy nie będzie już taki sam. Uwijasz się tam, jak mrówka, a ja zbieram same pochwały. Chociaż tyle mogę dla ciebie zrobić. Poza tym moja córka nie wybaczyłby mi, gdybyś została zwolniona. Uwielbia ciocię Julkę-powiedział, a mi się zrobiło cieplej na sercu.
-Jesteś najlepszy-przytuliłam go.
-To, co mam powiedzieć naszemu kochanemu prezesowi?
-Powiedz,że musiałam jechać do Eleny. Kiedyś za wszystko ci się odwdzięczę-powiedziałam i udałam się w stronę szatni. Założyłam płaszcz i wolnym krokiem udałam się w stronę wyjścia. 
-Już myślałem, że nie przyjdziesz-powiedział Gregor
-Ale jestem. Gregor ja..
-Nic nie mów. Jedyne, co mogę zrobić to jeszcze raz cię przeprosić. Wiem,że to, co powiedziałem zabrzmiało trochę dwuznacznie. Dlatego przepraszam.
-Nie. To ja przepraszam. Zachowałam się, jak idiotka. Stawiałam pracę nad swoim szczęściem. Teraz wiem,że zachowałam się głupio. 
Czy dasz się porwać w jedno miejsce?
-Z przyjemnością,ale Stefan powiedział prezesowi,że pojechałam do Eleny. Jak zobaczy mój samochód to się domyśli,że coś jest nie tak. Wbrew pozorom to inteligentna osoba.
-Dlatego ja przyjechałem taksówką. Czy pozwoli pani,że zabiorę jej kluczyki do samochodu?
-Pani pozwoli.-powiedziałam. Gregor, jak na gentlemana przystało otworzył mi drzwi.Sam po chwili usiadł za kierownicą i ruszyliśmy w tylko jemu znanym kierunku. Na miejscu byliśmy po około 20 minutach jazdy.
-Zamknij oczy-powiedział Gregor. Po chwili poczułam,że zawiązuje mi oczy. Najpierw wchodziliśmy po schodach. Później byliśmy chyba w jakimś domu,ale zanim dobrze się rozgrzałam Schlierenzauer wziął mnie na ręce.  Po chwili znów poczułam delikatny wiatr. Skoczek postawił mnie na ziemi i zdjął opaskę z moich oczu. Przede mną rozprzestrzeniał się piękny widok gór. Ma chwile odebrało mi oddech.
-Jak tu pięknie-powiedziałam
-Ja też kocham ten widok szczególnie po zachodzie słońca.-odpowiedział skoczek
-Mogę wiedzieć gdzie jesteśmy?
-W moim domu. Nie daleko mieszkają moi rodzice.
-Czyli jesteśmy w Fulmpes.
-Tak, a teraz madame zapraszam do środka-powiedział skoczek. Zdjął mój płaszcz i zapalił świeczki na stole.
-Mam nadzieję,że będzie ci smakować i że Thomas niczego nie przypalił.
-Sam to wszystko przygotowałeś?
-Z małą pomocą Thomasa. -powiedział skoczek nalewając wino do kieliszków. Po wspaniałej kolacji, którą zjedliśmy w ciszy skoczek włączył nastrojową muzykę.
-Można panią prosić?
-Tak-odpowiedziałam i podałam mu dłoń. Muszę przyznać, że Gregor to wspaniały tancerz.
-Gregor, to co powiedziałeś wczoraj to prawda?
-Masz na myśli to,że cię kocham?
-Tak
-To szczera prawda. Kocham cię w słońcu i przy blasku świec. Kocham cię w kapeluszu i  w berecie. W wielkim wietrze na szosie i na koncercie. W bzach i brzozach. W malinach i w klonach. I gdy śpisz. I gdy pracujesz skupiona.-powiedział skoczek( Konstanty Ildefons Gałczyński "Rozmowa liryczna"-przypis autorki)
-To dobrze, bo ja ciebie też kocham.
-Teraz pozostaje mi tylko się zapytać, czy będziesz moją potajemną dziewczyną do końca sezonu?
-Wydaję mi się,że muszę odpowiedzieć: tak.-powiedziałam, a skoczek złożył czuły pocałunek na moich ustach. 
-Mam nadzieję,że lubisz kąpiel przy świecach.-powiedział
-Kocham
-To dobrze- Gregor wziął mnie na ręce i zaniósł do łazienki. W środku była  ogromna wanna, a w okół niej pełno świeczek. Skoczek delikatnie odpiął moją sukienkę., ja natomiast jego koszulę. Weszliśmy do gorącej wody. Schlierenzauer obsypywał moje nagie ciało milionem pocałunków. Nie byłam mu dłużna i po chwili zatopiłam się w jego wargach. Swoją rękę wsunęłam w jego włosy i roztrzepałam idealnie ułożoną fryzurę.  Po chwili nasze ciała stały się jednością
-Nigdy,ale to nigdy nie pozwolę,żeby ktoś przeżył z tobą  coś podobnego-powiedział  
-Musisz się starać. Mój Christianie Grey'u
-Oj, nie chcesz widzieć, co sobie teraz myślę-odpowiedział z bajerującym uśmiechem
-Wolę się o tym przekonać, ale kiedy indziej.- wyszliśmy z wanny. Owinięta ręcznikiem poszłam za skoczkiem do jego sypialni, gdzie wręczył mi  koszulkę. Położyłam się na łóżku. 
-Mogę mieć do ciebie pytanie?-zapytałam 
-Pytaj, o co chcesz-odpowiedział
-Dlaczego rozstałeś się z Sandrą?-skoczek wstał z łóżka i podszedł do okna.     
-Oddalaliśmy się od siebie. Miałem wrażenie,że jej zależy tylko na moich sukcesach. Chciałem założyć rodzinę ,mieć dzieci,a ona nie. Czułem,że potrzebuję zmiany. Chciałem zacząć nowe życie-odpowiedział i odwrócił się przodem do mnie- Myślałem,że już nie zaznam prawdziwej miłości, jednak myliłem się. Spotkałem ciebie. Byłem na ciebie taki wściekły, bo spodobałaś mi się.  Mam nadzieję, że będziesz ze mną na zawsze. Chciałbym mieć z tobą dzieci. Najlepiej całą drużynę piłkarską-uśmiechnął się
-Jak je sobie urodzisz nie widzę problemu-odpowiedziałam, wstałam  i wtuliłam się w skoczka.  
 Razem patrzyliśmy na widok rozprzestrzeniający się za oknem. 


                          Ogłoszenia!!!
Przybywam do was z nowym rozdziałem. Mam też informację dotyczącą rozdziałów. 
Zbliża się ważny(przynajmniej dla mnie) czas. Jestem w trzeciej  klasie gimnazjum i w kwietniu piszę egzamin. Chciałbym się do niego, jak najlepiej przygotować. Moi znajomi twierdzą,że po, co, jednak widocznie ja jestem inna. W związku z tym rozdziały będą do około 22 kwietnia pojawiać się, co drugi tydzień. Mam nadzieję,że się nie gniewacie.  Trzymajcie za mnie kciuki.
Przyszły (mam nadzieję) biol-chem pozdrawia!!! :*